Stosunki polsko-litewskie
Dziewięć domów było w Brukaniszkach, a za laskiem były pierwsze Brukaniszki i tam tylko cztery domy byli. Tam bogaci żyli, więcej ziemi mieli. Mojej koleżanki rodzice pszczoły tam trzymali. W jednym domu mieszkali Rosjanie, starowiery. Poza tą jedną rodziną wszystkie byli swoje ludzie. Dwie Litwinki były we wsi. Żona mojego stryja mówiła, że ona Litwinka, ale po litewsku nigdy nie rozmawiała. Drugiego stryja żona też była Litwinką. Nasi mężczyźni rozmawiali między sobą po białorusku – to taki prosty język polski, wszystkie tak rozmawiali. Nie nauczyłam się nigdy mówić po litewsku, bo nie było mi to potrzebne. To co w pracy było potrzebne, to wszystko wiedziałam. Języka rosyjskiego nauczyłam się prędko. Jak tylko Sowiety przyszli, nauczyciel organizował kursy. My z bratem wzięliśmy gazetę i tylko jedno słowo na całą gazetę przeczytaliśmy: „mama”. A później, jak alfabet poznałam, to już bardzo fajnie. Lekki jest język rosyjski.
Leoncja Andrukianiec
dotyczy także: Dzieciństwo, dom, rodzina, Kresy przed 1939 rokiem, Tożsamość narodowa,
[Wilno, 1941]Jak w 1941 roku Niemcy zaszli, nasze kierowniczki Litwinki zaczęły hulać z nimi i nas wszystkich wypędziły. Na nasze miejsce z Litwy dzieci przywieźli. A nas tak jak stałyśmy wygonili, a to lipiec był, miałyśmy jedynie sukieneczki z krótkim rękawem, nic więcej, nawet koszulki na zmianę nie dostałyśmy. Tak jak stałyśmy, bose, gołe. – Uciekajcie do domu. Dobrze miały te, które miały rodziców, chociaż biednie żyli, ale byli. A u mnie jeden ojciec był i to bezrobotny.
Helena Borejko
dotyczy także: Okupacja niemiecka,
[Miłejszyszki, Wilno, 1939/40]Wojna zaczęła się, kiedy byłam jeszcze w domu dziecka. 1 września zaczęła się wojna, a 15 września już byli u nas Sowieci. Byłyśmy na wakacjach w Miłejszyszkach. Tam taka była wioska, która nazywała się Góry, droga była i zza tych Gór czarny pas wysuwał się. A my nie wiedziałyśmy, że Rosjanie napadli na Polskę. Krzyczałyśmy: – Niemcy, Niemcy! Obok mieszkał ksiądz Zawadzki, to uciekałyśmy do niego, do stodoły. I modliłyśmy się. Sowieci na koniach jechali, czarne konie wszystkie, oni też zapyleni wszyscy, bo nie wiadomo, ile kilometrów jechali. Kucharka rozumiała po rosyjsku jeszcze od tamtej wojny. Oni pytali się: – Gdzie tu prosta droga do Wilna? A ona mówi: – Prostej nie ma. Trzeba jechać prosto, potem w prawo, potem w lewo. – Czemu u nas w Rosji tylko równe drogi? A u was takie? Tak zaczęła się wojna. Od 1 października poszłyśmy do szkoły, ale jak zaszli panowie Sowieci, Litwinom oddali miasto. Siostrom kazali zdjąć habity, wypędzili je. Siostry poszły obok do sióstr wizytek. Gdzie ich potem los porzucał – nie wiem. Pewnie do Polski powyjeżdżały, bo one były wszystkie z Polski centralnej. Tylko jedna przełożona była ze Święcian na Wileńszczyźnie.
Helena Borejko
dotyczy także: Pierwsza okupacja sowiecka, Wrzesień 1939,
Litwini znęcali się na Polaków i Żydów. Porozstrzelali Żydów w Mariampolu — tam wykopali rowy i porozstrzelali wszystkich Żydów z Kalwarii i z Mariampolu, i z okolic. I potem było im za mało zemsty i zaczęli na Polaków. I było takie powiedzenie, że „już kopią rowy dla Polaków”. I był Krupowicz, pleban, ja pamiętam dobrze, on zawsze wieczorem przysyłał swojego kościelnego z papierkiem napisanym dla tatusia: „Nie nocujcie w domie”. I nie tylko dla nas, dla wszystkich Polaków: „Nie nocujcie w domie”. I my jeździlim do cioci na wieś parę kilometrów. Tatuś nocował w domie. Bo chciał wiedzieć, jak to będzie. Pod dachem tam, na strychu, nie w domie, ale w oborze… Żeby jeżeli co, to mógł uciec. I wszyscy tak robili. Tyle że tych, co uciekli, już nie łapali, nie łapali… A gospodarstwo zabrali Niemcy. My wieczorem jechali, przenocujem i z rana znów do domu, bo trzeba było gospodarstwo patrzyć w dzień. W dzień nic nie robili, tylko wszystko w nocy. I znów dostajem papierek: „Nie nocujcie” — i jedziem. Parę tygodni tak było.
Stefania Gibowicz
dotyczy także: Okupacja niemiecka,
Ksiądz był taki, Kazlauskas. Przychodził, po polsku też z dziećmi rozmawiał, bo oni nie umieli. Ale i po litewsku też. A my w Lepszyszkach mielim książeczki, takie katechizmówki  na polskim języku, a po litewsku nie kupowalim. I teraz on zapytałsia, gdzie Chrystus rodziłsia. Na polski język, to mówisia "w stajence", a po litewsku mówi się "w chlewie". A ja wiem, ale po polsku wiem gdzie, a nie wiem, jak po litewsku powiedzieć. A siedziałam z Litwinką, ona po polsku umiała. – Jak po litewsku "chlew"? – pytam. Ona na mnie patrzy, szturcha, coś niedobrego, myśli, że ja powiem. Ale powiedziała: twartas. Ja podniosłam rękę i mówię, że w twartie narodził się Chrystus. Dobrze odpowiedziałam, ale ja Polaczka,  Polka... To teraz ksiądz zapytał się: – A litewska książeczka, katechizmówka – masz? Ja mówię – Nie mam, ja polskie mam. – To kup litewskie! - Kiedy ja  nie mam pieniędzy – mówię. I wie, co on zrobił? On napisał dla mnie dwójkę i zostawił na drugi rok w tej samej klasie...  To ja bardzo nie lubiłam księży, za tego jednego drugich nie lubiłam.   
Jadwiga Gojlewicz
Rosjanie i Polaki nie bili się, a z Litwinami tak. Litwini przychodzili do nas, do naszej wsi. Byli tacy z Sosnowca trzej bracia. Napili się, pobili. Głowa, ręka wykręcili, wyłamali. Do więzienia poszli, siedzieli musi sześć lat, a ten biedny zostałsia inwalida. Litwini, jak zabawa, to biją się. Przyjechał pierwszy nauczyciel do szkoły, uczyć, do Użymiszek. – Ja będę uczyć po litewsku i będę uczyć po polsku. Jak tak, to dobrze, a nie, to wzięliby drugiego. I począł on po polsku rozmawiać z dzieciami, choć on Litwin był. Pierwsza jego szkoła, on chciał utrzymać się. Dali mu, skoro on po polsku umie. Polaki mieli wtedy siła! No, i ten nauczyciel dwa lata uczył. Fajny nauczyciel był, on grał na skrzypcach, myśliwy był, taki zdolny.
Władysław Gruzdź
[Jarzewo, lata 30. –40.]Wszyscy rozmawiali po polsku, to był kawałek ziemi polskiej. A wtedy Litewcy dokazywali, że Hoduciszki to ichnia ziemia, że to parafia ichnia i nie pozwalali nawet modlić się po polsku. Po wojnie zakrywali kościoły. To już było prawo partii. W kołchozach, jak już zaczęły się kołchozy, to Litewcy już mieli swoją ziemię. Kiedy poszliśmy w kołchozy, oddaliśmy tę ziemię Litewcom. Tam gdzie nasza była rodzina, już liczyła się litewska ziemia. A nasza granica białoruska przybliżyła się do Postaw.
Berta Litwinowicz
dotyczy także: Kresy przed 1939 rokiem,
[Wilno, od 1962]Najgorsze dla mnie były lata 60. Wszystkie stare zabytkowe cmentarze tylko polskie były, nie było litewskich. Chodziły bandy, komsomolce. Szła cała granda po 15 osób przez cmentarz i po drodze przewracali różne krzyże, pomniki, otwierali grobowce, a ja biegłam za nimi, żeby nie dopuścić do tego. Oni mnie grozili nożem nieraz, że mnie tam pochowają, że będę tam razem leżeć, jeżeli nie przestanę ich prześladować. Wzywałam milicję, ale co tu milicja może, jak chyba celowo to były takie szkoły rosyjskie, które miały za cel zniszczyć krzyże.
Jadwiga Pietkiewicz
dotyczy także: Kościół i życie religijne przed 1990 rokiem, Tożsamość narodowa, Codzienność powojenna,
[Wilno, po wojnie]Miałam przygodę, kiedy pierwszy raz pojechałam do Częstochowy. Ksiądz przekazał mi tyle obrazków z pieczęciami, że mnie zatrzymali na granicy. Zabrali z pociągu, przetrzymali kilka godzin za to, że obrazki święte przewoziłam, a to przecież najgorsze! Religijne przedmioty to było to samo, co pornografia. Nie wolno było wwozić nic, ani książki religijnej, ani obrazka. Wysadzili mnie z pociągu i musiałam taksówką jechać do domu. Zabrali ode mnie wszystkie te obrazki i przez pięć lat nie miałam prawa wyjeżdżać do Polski.
Jadwiga Pietkiewicz
dotyczy także: Kościół i życie religijne przed 1990 rokiem, Tożsamość narodowa, Codzienność powojenna,
Przystanek stąd mieszkała moja kuzynka, a obok nich miał dom litewski oficer. Chodziłam do tej kuzynki i widywałam syna tego oficera. Rodzina kuzynki mówiła po polsku, to on przez płot nas przedrzeźniał. Uczyłam się na ulicy Leśnej i tam było też litewskie gimnazjum. Pamiętam, jak ten chłopak zrzucił mi czapkę z głowy, kopniaka dał... Za nami szedł nasz kapelan z gimnazjum, ksiądz Wołowicz. Chwycił tego chłopaka za rękę i poszedł z nim do tej litewskiej szkoły. Później widziałam, jak jego ojciec był zaproszony na dywanik do naszego gimnazjum. Naszych dwóch instruktorów z harcerstwa rozstrzelano: Skłodowskiego Zbyszka i Kownowickiego Tadzika. Rozstrzelali ich Niemcy w 9. Forcie. A kto ich wydał? Litwini wydali... Po wojnie nawet mówiono nam - jak Żydów wystrzelali - że kto ma w dowodzie, że jest Polakiem, pójdzie do getta...
Waleria Walukiewicz
A nic złego te Niemcy nie robili. Żołnierze, ho ho, sympatyczni, czyści, ludzie piękni. To Litwini szowiniści chcieli Polakom getto zrobić, oni bardzo przeciw polskości, żeby pozamykać szkoły. A Niemcy nic złego nie robili. Litwini wszystko pozamykali, szkoły pozamykali, na Wileńszczyźnie zemsta była.
Marian Zinkiewicz